Umiejętność mówienia w języku angielskim

Zaobserwowałam, że osoby trafiające na mój blog szukały następujących fraz: jak skłonić dziecko do mówienia czy też jak zmusić dziecko do mówienia w języku angielskim. Czasem mówią też Państwo, że dziecko mało mówi czy nie chce mówić po angielsku, gdy zadacie mu pytanie. Z mówieniem w języku obcym jest podobnie jak z mówieniem w języku ojczystym – nikt nie zaczął od razu mówić pełnymi zdaniami. Trzeba się liczyć z tym, że na początku będą to pojedyncze słowa, czy też zwroty. Nie należy zmuszać dzieci do mówienia, należy się pogodzić z tym, że część z nich zaczyna mówić szybciej, część później. Dziecko powinno dobrze się bawić w czasie lekcji a nie stresować się, że po lekcji zostanie odpytane przez mamę. Najlepiej jest zacząć od zwrotów i słów, które dzieci już znają, np. pokazać rysunek i zapytać: „Is it a cat, or a bird?” „What colour is it?” „Is it big or small?” „Where is it?” itp. Ważne jest też zainteresowanie tematem, jak już pisałam kiedyś, łatwiej jest dziecku nauczyć się słówek oraz budować zdania na temat tego, co lubi.

Jeśli chodzi o gramatykę, nie należy małemu dziecku tłumaczyć zasad i wymagać uczenia się na pamięć (np. I – am, You – are itd.). Nauka gramatyki powinna przebiegać w naturalny sposób, jako część dialogów, zadań.

Przy nauce mówienia i gramatyki dobrze sprawdzają także się gry (występuje w nich naturalna powtarzalność zwrotów). Niektóre gry (planszowe, które wręcz nazywają się communicative board games) – można znaleźć w internecie i wydrukować. Bazują one właśnie na układaniu zdań czy też odpowiadaniu na pytania (powiedz dwie rzeczy o obrazkach, dokończ pytanie, czy też odpowiedz na nie). Na stronie http://www.esl-galaxy.com/board.htm jest trochę darmowych gier do wydrukowania o różnej tematyce i różnym poziomie zaawansowania. Np. Weather and seasons, How often do you? Family mogą zagrać już trzecioklasiści. Trudniejsze gry (poziom średniozaawansowany) można znaleźć na stronie http://esltopics.com/site/board-games . Ciekawe propozycje są na stronie http://www.mes-english.com/games.php ale wydaje mi się, że są one skierowane bardziej do nauczycieli.

W tym tygodniu uczymy się (29-30.03)

Klasa 0:

  • utrwalenie zwrotów big/small, ćwiczenia
  • wprowadzenie słownictwa Wielkanoc (Easter egg hunt, Easter egg, bunny, Happy Easter)

Klasa 1:

  • liczenie 1-20
  • wprowadzenie słownictwa Wielkanoc (Easter egg hunt, Easter egg, bunny, chicken, sheep, Happy Easter)
  • wierszyk „One little…”

Klasa 2:

  • utrwalenie nazw jedzenia
  • wprowadzenie słownictwa Wielkanoc (Easter egg hunt, Easter egg, bunny, chicken, sheep, Easter basket, Happy Easter)
  • piosenka „Clap your hands for Easter”

Wywiad z native speakerem

Postanowiłam porozmawiać na temat lekcji z native speakerem u źródła, czyli właśnie z native speakerem. Andrew Jenkins odpowiedział na moje pytania (oczywiście nasza rozmowa odbyła się po angielsku a na potrzeby bloga została przeze mnie przetłumaczona na język polski).

Agata: Andrew, czym zajmowałeś się w Wielkiej Brytanii?

Andrew: Przede wszystkim byłem trenerem tenisa, m.in. pracowałem w szkole z dziećmi.

Agata: Czy mieszkając w Polsce masz kontakt z innymi nativami? Jakiej są te osoby narodowości i czy są wśród nich osoby, które w swoim kraju były nauczycielami?

Andrew: Tak, znam lub znałem 20 kilka osób. Są to Brytyjczycy, Amerykanie, Kanadyjczycy, Australijczycy. Kilku z nich było nauczycielami. (Trudno znaleźć jednoznaczną definicję native speakera, jednak uważa się, ze jest to osoba która urodziła się i wychowywała w środowisku danego języka, czyli Polak jest native speakerem jezyka polskiego, przyp. Agata).

Agata: Do kogo skierowane są Twoje lekcje?

Andrew: Do tej pory uczyłem wszystkie grupy wiekowe, począwszy od dzieci od lat 6, skończywszy na dorosłym, w wieku lat 70.  W przypadku dorosłych są to często osoby związane z szeroko pojętym biznesem oraz polscy nauczyciele angielskiego chcący poodnosić swoje kwalifikacje.

Agata: Wróćmy jednak do dzieci, gdy rodzice zapisują do Ciebie dziecko, co możesz im zaproponować?

Andrew: Lekcje indywidualne lub grupowe. Uczę na przykład 3 osobową grupę 6-latków, ich rodzice umówili się, że chcą by dzieci chodziły do mnie na lekcje. W ten sposób dzielą się ceną za godzinę i lekcja jest tańsza.

Agata: Gdy uczysz grupę dzieci, w jaki sposób unikasz rozmów między nimi w języku polskim?

Andrew: W pewnym stopniu rozumiem język polski, więc wiem o czym mówią. Jeśli już to robią przypominam im, że powinni mówić po angielsku, bo po to jest lekcja.  Ale nie zauważyłem, by było to problemem.

Agata: Jakie metody nauczania i dodatkowe materiały wykorzystujesz w czasie swoich zajęć?

Andrew: Są to zajęcia nastawione przede wszystkim na komunikację. Nie trzeba być bardzo zaawansowanym uczniem. Lekcje są efektywne w doskonaleniu i przezwyciężaniu psychologicznych barier w mówieniu, między innymi na niższym poziomie języka. Korzystam z książek (biznesowych, przygotowujących do egzaminów, czy też do gramatyki) oprócz tego oczywiście wykorzystuję internet. Dorośli w dużej mierze sami mogą decydować, czego oczekują po zajęciach, na czym chcą się skoncentrować. Jest to na ogół ustalane na jednych z pierwszych zajęć. W przypadku dzieci korzystam między innymi z książek przygotowujących do egzaminów Cambridge (Starters, Movers, Flyers), oprócz tego ze stron internetowych przeznaczonych dla dzieci. Na zajęciach z najmłodszymi korzystam również z gier.

Agata: Andrew, dziękuję za rozmowę.

O Andrew możecie Państwo dowiedzieć się więcej z jego strony internetowej http://www.ajenkins.pl/

Z mojego doświadczenia wynika również, że chcąc zacząć lekcje u native speakera (podobnie jak z poszukiwaniem korepetytora niezależnie od przedmiotu), warto umówić się z kilkoma osobami. Po pierwszej lekcji można ocenić, kto i czyje metody pracy najbardziej nam odpowiadają. Dodatkowo należy zwrócić uwagę na cenę lekcji. W przypadku gdy jest ona atrakcyjnie niska może to być podejrzane (na „rynku” ceny są raczej ujednolicone, możemy jedynie liczyć na ewentualne promocje wynikające z wykupienia pakietu lekcji).

W tym tygodniu uczymy się (19-23.03)

Klasa 0:

  • utrwalenie zwrotu „I’ve got…”
  • odpowiadanie na pytanie „Have you got…?”
  • określenia big/small

Klasa 1:

  • historyjka „Pirates 4” i ćwiczenia z nią związane
  • przypomnienie – liczby 1-10
  • liczenie od 1 do 20

Klasa 2:

  • utrwalenie omówionego materiału – unit 6
  • nauka piosenki „There’s a spider…”
  • wprowadzenie nazw jedzenia (apples, sandwiches, grapes, fruit juice, biscuits, bananas, chocolate)
  • piosenka (chant) „I like…” (zwroty „I like”, „I don’t like”)

Native speaker – czy warto?

Czy native speaker zawsze jest lepszym nauczycielem niż osoba, dla której język angielski nie jest językiem macierzystym? Jakie są wady i zalety zajęć z native speakerem?  Ciekawe jest, że ilość wad i zalet jest według mnie praktycznie taka sama. W związku z tym każdy sam musi podjąć decyzję, czy takie zajęcia są odpowiednie dla niego. Oczywiście dużo zależy od samej osoby lektora oraz tego jaki jest powód zapisania się do niego na zajęcia. Powszechnie uważa się, że chcąc ćwiczyć umiejętność mówienia w języku obcym, nie ma lepszych zajęć niż te z native speaker’em.

Zalety:

  • najlepszy możliwy akcent
  • większy zasób słownictwa. Często różne zwroty mają inne znaczenie w zależności od kontekstu, wielu kolokacji trudno jest się nauczyć nie żyjąc w kraju anglojęzycznym
  • znajomość kultury i kontekstu społecznego. Może nam dostarczyć informacji o danym kraju i zwyczajach, o których nie mieliśmy pojęcia
  • płynność, szybkie tempo mówienia. Native nie ma problemu ze znalezieniem właściwych słów.
  • często płynność i komunikatywność ucznia jest dla niego ważniejsza niż pomyłki. Nie poprawia każdego błędu. (Dla niektórych uczniów może być to zaletą a dla innych wadą)
  • częściej improwizuje i nie trzyma się ściśle skryptu, podręcznika

Wady:

  • inne postrzeganie gramatyki niż przez Polaków, czasem jest mu trudno wyjaśnić zasady, ponieważ często posługuje się intuicją
  • często nie ma wykształcenia nauczycielskiego i ponownie w związku z tym może mu być trudno wyjaśnić dlaczego dane zdanie jest błędne
  • często osoby chodzące na lekcje do native speakerów twierdzą, że polscy nauczyciele lepiej przygotowują swoje zajęcia, ale może to być strategią pomagającą rozwiązać problem kompetencji językowych (niekoniecznie ich braku, ale nie aż tak wysokich umiejętności jak w przypadku native speakera)
  • native nie może być modelem (przykładem bardzo dobrej znajomości języka), ponieważ nie  uczył się angielskiego jako drugiego języka. Polacy mogą być przykładem dla uczniów osiągnięcia sukcesu w nauce języka, lepiej rozumieją problemy w nauce i są w stanie przekazać strategie uczenia się, z których sami korzystali
  • często płynność i komunikatywność ucznia jest dla niego ważniejsza niż pomyłki. Nie poprawia każdego błędu. (Dla niektórych uczniów może być to zaletą a dla innych wadą)
  • czasem bardzo trudne jest wyjaśnienie słów, szczególnie abstrakcyjnych pojęć bez używania języka macierzystego

W tym tygodniu uczymy się (12-16.03)

Klasa 0:

  • utrwalenie słownictwa “Toys” (bike, kite, ball, skateboard, scooter, magic wand)
  • piosenka (chant) „I’ve got…”

Klasa 1:

  • utrwalenie słownictwa – jedzenie, wprowadzenie słów: carrots, apples, fish, bread
  • zwroty „I like…”, „I don’t like…”, ćwiczenia
  • odpowiadanie na pytanie: „Do you like…?”

Klasa 2:

  • ćwiczenia utrwalające słownictwo „House”
  • utrwalenie – przyimki (on, in, under, behind)
  • określanie położenia: “Where’s the dog?” „In the garden, living room etc”
  • zabawa kartami wyciętymi z podręcznika

Kapelusze lektora V, PASE (3.03)

Stowarzyszenie PASE, które wspiera jakość nauczanie języków obcych w Polsce (m.in. przyznaje znak jakości szkołom językowym) organizuje również konferencje i szkolenia dla nauczycieli i lektorów. Sobotnie szkolenie było trzecim, w którym uczestniczyłam. Wcześniejsze były ciekawe i inspirujące do pracy. Niestety tym razem jestem rozczarowana. Mam poczucie straty czasu i pieniędzy oraz że organizatorom kończą się pomysły. Być może problem leży też w osobach prowadzących prezentacje oraz sposobie ich przeprowadzenia.

Pierwsza prezentacja dotyczyła motywowania ludzi dorosłych. Gdyby dotyczyła pracy z dziećmi mogłabym się pogodzić z jej formą oraz metodami wykorzystywanymi  w czasie zajęć. Niestety gdy ktoś w czasie warsztatu prosi mnie o składnie rąk w serduszko i pokazywanie tego osobie obok, prosi o wykrzykiwanie słów i pisanie ich partnerowi na placach a oprócz tego mówi do swoich dorosłych słuchaczy „Sweethearts” wywołuje u mnie zażenowanie. Dodatkowo Pani, by zakończyć dyskusje gwizdała. U nas w szkole często krytykuje się używanie gwizdka na dzieci… No to ja powiem, że to nic takiego, bo na mnie też gwizdano. Pytanie tylko, czy mi to odpowiadało… Zawartość merytoryczną prezentacji oceniam nisko i właściwie nic tutaj nie jestem w stanie napisać. Infantylna forma niestety przerosła treść.

Druga prezentacja poruszała sprawę pracy nad błędem ucznia. Miała ona mówić o efektywnym poprawianiu błędów. Ponownie jak dla mnie prezentacja mogła spokojnie trwać 40 minut. Względne konkrety pojawiły się na koniec. A wcześniej… Uczestnicy nie bardzo wiedzieli czemu miało służyć zadanie na początku – odgadywanie czy zdania dotyczące Pani prowadzącej są prawdziwe lub fałszywe. Później trzeba było wymyślić zdania o sobie i osoba obok odgadywała. Wnioskuję, że chodziło o poznanie osoby siedzącej koło nas i wytworzenie miłej atmosfery. Koleżanka siedząca obok mnie jednak zapytała: „A po co właściwie my to robimy?” Zostali także wyznaczeni dyżurni, którzy mieli szukać błędów i podnosić kartkę do góry (błędy to było np. wielbłąd zamiast błąd w prezentacji). Również i ta prowadząca chciała, by było wesoło i ciekawie. Tylko, czy rzeczywiście po to przyszliśmy na ten warsztat? Pani próbowała nas wciągnąć do dyskusji i podawania własnych rozwiązań, wyszło to trochę średnio. No i wreszcie pod koniec podała konkretne sposoby. Uff, udało się, dotrwaliśmy do końca.

Następna prezentacja to ta, na którą nie ukrywam, czekałam najbardziej (Zrozumieć ADHD). Pewną wiedzę na ten temat już mam i liczyłam na konkretne rozwiązania. Zacznę od plusów. Pani prowadząca w porównaniu z poprzednimi okazała się wulkanem energii.  Czułam dodatkowo, że traktuje mnie jak dorosłego człowieka. Ciekawy był filmik, na którym dziecko  z ADHD opowiadało o tym, jak się czuje. Niestety dużo było teorii i rzeczy ogólnie znanych np. to, że dziecko celowo nie przeszkadza nam w prowadzeniu lekcji. Ciekawą rzecz powiedziała jedna z uczestniczek – umówiła się ona z klasą, że gdy dziecko z ADHD mówi, reszta dzieci zastyga (nie poruszają się, by nie dostarczyć mu dodatkowych bodźców). Brakowało  mi takich właśnie konkretnych rozwiązań. Powinno być więcej przykładów. Warto by podać opis sytuacji np. dziecko stuka albo skacze i co wtedy zrobić. Jeśli chodzi o krótkie komunikaty, powinny być podane – przynajmniej ileś dostosowanych do konkretnych sytuacji. Co zrobić jeśli dziecko mówi na głos, ja stosuję krótki komunikat „Nie mów na głos” i to nie działa… Tę prezentację oceniam najlepiej, ale niestety dowiedziałam się niewielu nowych rzeczy.

Zdaję sobie sprawę, że prezentacje te były dostosowane do ogółu i do różnego poziomu wiedzy uczestników. Różne są też osobowości słuchaczy i prowadzących. Stąd też zapewne jedne osoby oceniają je lepiej a inne gorzej. Mam jednak porównanie z poprzednimi Kapeluszami (Kapelusze Lektora III, gdzie prezentacje były poprowadzone w bardziej profesjonalny sposób i dostarczyły mi wiedzę). Dodam jeszcze, że spotkałam 3 koleżanki, które potwierdziły moją opinię o warsztatach kapelusze Lektora V. W najbliższym czasie zrobię sobie przerwę od szkoleń organizowanych przez PASE. Mam jednak nadzieję, że ich jakość nie będzie się obniżać i jak trochę ochłonę przyjdę ponownie, by znów być zadowoloną.