6-latki w pierwszej klasie (z punktu widzenia nauczania angielskiego)

Z racji ostatnich dyskusji na temat obowiązkowego pójścia do szkoły 6-latków dołożę swoją opinię na ten temat i opiszę moje doświadczenia.

Z 6-latkami zaczęłam pracować jak tylko wprowadzono możliwość wyboru zerówki lub pierwszej klasy. W pierwszym roku miałam tylko jedną taka klasę. To były świetne dzieciaki. Naprawdę pracowało się z nimi super, jednak wszyscy podkreślali, że były to wyselekcjonowane jednostki. W sensie, że były to zdolniejsze dzieci, nadające się do szkoły. Ja powiem tak, oczywiście była spora grupa dzieci łatwo łapiących materiał, ale byli też uczniowie przeciętni i ze 3 słabsze osoby. Według mnie w dużej mierze odzwierciedla to obraz klasy 7-latków. Jednak ogólnie rzecz biorąc wyniki testów w tej klasie były często lepsze  niż w pozostałych pierwszych. Tak samo bardzo dobrze wypadli na teście na koniec trzeciej klasy. W następnym roku pracowałam z 2 klasami 6-letnimi a w kolejnym 3. Jednym słowem coraz większej liczbie rodziców spodobał się pomysł wcześniejszego posłania dzieci do szkoły.

Jak pracowałam z tymi klasami? Miałam ten sam podręcznik, co w klasach 7-letnich. Zdarzało się, że omijałam jakieś zadanie lub dłużej ćwiczyliśmy jakieś zagadnienie. Starałam się trochę później wprowadzać pisanie. Dodatkowo próbowałam robić więcej zabaw i mniej siedzieć w ławkach. W zeszłym roku wydawnictwa zaczęły oferować specjalne wersje podręczników dla dzieci 6-letnich. Z tego, co widziałam niewiele się one różniły od tych dla 7-latków. Głównie chodziło właśnie o uproszczenie niektórych zadań i wolniejsze przechodzenie do ćwiczeń zawierających pisanie.

Jak wypadały klasy 6-latków w porównaniu do zerówki? Szczególnie różniła się ta pierwsza klasa, od której zaczęłam nauczanie – dzieci były bardziej nastawione na naukę, dumne z tego, że są w pierwszej klasie. A w porównaniu do 7-latków? Zdarzało się, że dzieci z pierwszej klasy 6-latków marudziły, że są zmęczone i chcą się bawić (szczególnie ciężko się z nimi pracowało na ostatniej godzinie lekcyjnej). Jest jeden minus, który da się zauważyć – młodsze dzieci więcej chorowały.

Wiem, że wielu rodziców martwi słabe przystosowanie szkoły do nauki młodszych dzieci oraz brak odpowiedniego przygotowania nauczycieli. Tutaj mogę napisać jak to było w mojej szkole. Budynek jest raczej stary (ma około 20 lat), szkoła jest duża, 2 zmianowa. Jeśli chodzi o sale szkolne starano się wybrać te większe, by dzieci miały miejsce również na zabawę. Były oddzielne toalety dla zerówek i 6-latków. Szkoła miała stołówkę, więc 6-latki w pierwszej klasie jadły posiłki. Na zewnątrz szkoły powstał plac zabaw z częścią dla starszych i młodszych dzieci. Dyrekcja próbowała też zapewnić im mniej liczne klasy – na ogół było to około 24 osób (u 7-latków zwykle bliżej 27, podobnie jak w zerówce). Plan ułożono tak, by w pierwszej klasie 6-latki chodziły na ranną zmianę.

A jak to jest z nauczycielami? W przypadku jakichkolwiek zmian albo odgórnie są wysyłani na kursy albo sami chcą się dokształcić, jeśli czują się niekompetentni, więc prosiłabym o trochę więcej zaufania. Powiem tak, większość koleżanek, szczególnie tych starszych była przerażona wizją pracy z młodszymi dziećmi. Głównie chodziło im o samoobsługę. Rzeczywiście uczniom w tym wieku często trzeba pomagać, wolniej też wykonują zadania manualne. Koleżanki mówiły też, że więcej czasu zajęło 6-latkom wdrożenie się w rzeczywistość szkolną. Wychowawczynie natomiast czuły się bardziej zmęczone fizycznie. Narzekały też na śniadania, u nas dzieci szły na nie w czasie lekcji i zajmowały one dużo czasu.

Dotarliśmy do miejsca, w którym przedstawię mój punkt widzenia. Większość osób nie lubi zmian i się ich obawia, dlatego ta reforma budzi duże emocje. Ja na szczęście nie mam dylematu, czy posyłać dziecko do szkoły czy nie. Mam jeszcze parę dobrych lat zanim mój syn będzie 6-latkiem. Jako nauczyciel z doświadczeniem w tym temacie nie widzę nic złego we wcześniejszym posłaniu dzieci do szkoły. Powiem więcej, patrząc na te dzieci, które zaczęły edukację wcześniej widzę, jak fajnie się rozwijają. Po roku uczęszczania to starzy wyjadacze. Oczywiście szkoła musi być przygotowana oraz nauczyciele też, ale po tych kilku latach już wiadomo, jak to wszystko powinno wyglądać. Rodzice powinni myśleć optymistycznie, najprawdopodobniej naszemu dziecku nie będzie źle w szkole a dodatkowo wiele na tym skorzysta. Ten roku różnicy to w gruncie rzeczy wcale nie tak wiele.

Na koniec podzielę się linkiem do artykułu mojej wykładowczyni ze studiów magisterskich – doktor Aleksandry Piotrowskiej pt. „Szkoła dla 6-latka” http://www.instytutobywatelski.pl/13340/lupa-instytutu/szkola-dla-6-latka. Bardzo mądre i ciekawe ujęcie tematu.

school

Advertisements

6 thoughts on “6-latki w pierwszej klasie (z punktu widzenia nauczania angielskiego)

  1. Ja także uczę dzieci 6-letnie – w państwowej szkole podstawowej. Uczę zarówno klasy I (sześciolatków), jak i oddziały przedszkolne (5 i 6-latki). Jeszcze rok temu było to dla mnie wielkim wyzwaniem, teraz – wielką przyjemnością. Cieszy duża ciekawość poznawcza dzieci, chcą się uczyć i to mobilizuje mnie jako nauczyciela. Dla porównania: uczę w 3 klasach pierwszych, z których jedna składa się z samych 6-latków (na życzenie rodziców). Ta klasa… „łapie” najszybciej i najlepiej się bawi. I wcale nie wszystkie dzieci są „wybrane”.

    Prywatnie – wysłałam syna w tym roku do klasy I jako sześciolatka. Chodził już do przedszkola 2 lata. Mając niespełna 5 lat zaczął płynnie czytać i liczyć w zakresie 20 (+, – z przekraczaniem progu dziesiątkowego). Co robiły w przedszkolu? Nudziłby się. Bo po raz trzeci z rzędu robiłby to samo, bez rozwijania się. Szkoła mu się podoba, odrabia zadania od razu po przyjściu za szkoły, a potem … bierze moje nieużywane książki i robi sobie zadania, które mu się podobają.
    Moje zdanie: to rodzic powinien decydować o tym, czy dziecko pójdzie do szkoły jako 6-latek. On zna dziecko najlepiej.

    Dziękuję za ciekawe artykuły. Korzystam z pomysłów – są bardzo ciekawe.

    1. Cieszę się, że blog jest interesujący. To, co mówisz często pojawia się w wypowiedziach innych rodziców – dzieci w przedszkolu się nudzą. Według mnie jest to ważne by mogły się rozwijać a ich chęci do nauki i potencjał nie marnował się. Wyzwaniem prawdopodobnie będzie 4 klasa, gdyż z tego, co słyszę również dla 7- latków jest rodzajem szoku. Jasne – polska rzeczywistość szkolna nie jest doskonała ale trudno żeby się w niej nic nie zmieniało a jak już się zmienia to miejmy nadzieję, że na lepsze.

  2. Czwarta klasa… tak – z moich obserwacji jest dla dzieci dużym stresem, ale jeśli klasa ma odpowiedzialnego wychowawcę, to potrafi on ich do tego dobrze przygotować. Tak zupełnie poza pracą na lekcji przygotowałam film z dziećmi – klasa III opowiadała, czego się obawia, czego boi, a klasa IV – czego się obawiała i czy to się sprawdziło. Film zobaczyli rodzice dzieci z klas III oraz nauczyciele na spotkaniu w maju. Był to strzał w 10 – każda strona poznała obawy dzieci i … chyba było prościej. Oj, wiem to na pewno, bo teraz tę IV klasę uczę (mam wychowawstwo). I jeszcze w IV klasie jest taki okres ochronny – przez 2 tygodnie nie dajemy 1,2, ale stosujemy ocenianie kształtujące. Cóż, skoro dzieci przychodzą w klasie IV i … płaczą, bo dostały 4… Nad tym trzeba się zastanowić, bo tę 4 traktują jako porażkę. Tylko dlaczego? Czy to wina oceniania w klasach 1-3 (buźki, słoneczka itp), czy ambicji rodziców?

    1. Ciekawy pomysł z tym filmem. Fajnie, bo z tego, co rozumiem już wcześniej zaczęłaś współpracę ze swoją przyszłą klasą i rodzicami.
      Z tego, co słyszę to problemem jest podział na przedmioty i różne wymagania nauczycieli, więcej prac domowych, klasówki, czasem niezapowiedziane kartkówki.
      Według mnie problemem jest też brak komunikacji między nauczycielami uczącymi w młodszych i starszych klasach (przynajmniej ja to zauważyłam). Oczywistym powinno być, że nauczyciele uczący w młodszych klasach przekazują informacje kolegom przejmującym klasy.
      Oceny też są stresujące, po części wynika to jak powiedziałaś z wcześniejszego bardziej lajtowego systemu buziek itp. Zgodzę się też z Tobą, że także rodzice dokładają swoją cegiełkę poprzez duże wymagania i mnożenie zajęć pozalekcyjnych.

  3. Rzeczywiście, mam to szczęście, że uczę angielskiego we wszystkich klasach I-III i co trzy lata jedną z tych klas dostaję później w klasie IV. Jest to dobre, bo klasę już znam i jest mi chyba łatwiej. Klasie zresztą też. I rodzicom. Na początku roku szkolnego odbywa się spotkanie byłego wychowawcy klasy III z nauczycielami uczącymi w klasie IV. Wiadomo jednak jak to jest – nazwiska jeszcze nikomu nic nie mówią… Wpadliśmy na pomysł, by w klasach III nauczyciele robili lekcje otwarte dla nauczycieli klas IV, ale… na pomyśle się skończyło.

    1. Taka ciągłość jest sensowna, u mnie niestety często zmieniano nauczycieli angielskiego 😦 Np. bywało, że w klasie 1-2 uczyłam ja, później kolega a w 4 koleżanka. W dużej mierze wynikało to z wielkości szkoły ale nie tylko, nie będę już wnikać w szczegóły.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s