Historia małej dziewczynki, czyli kilka słów o konferencji metodycznej Pearsona

Dziś opowiem Wam pewną historię. Jest początek lutego, mała dziewczynka idzie z mamą za rękę przez zaśnieżoną Warszawę. Często wychodzą z domu, by nie przeszkadzać w pracy tacie.  Dziewczynka wie, że tata zarabia na ich nowe, własne mieszkanie i że musi być grzeczna. Mimo że chodzi do przedszkola, gdy spędza czas w malutkim pokoiku nudzi się. Ciężko tu zaprosić kolegów, zabawki na dłuższą metę też nie zdają egzaminu. Mała męczy mamę – porób coś ze mną. Mamie też trudno wysiedzieć w czterech ścianach, więc stara się organizować córce czas poza domem. Tak atrakcyjnie na ile pozwalają lata osiemdziesiąte.

Dziewczynka siedzi w fotelu i z uwagą patrzy na scenę. Zza krzaka wychyla się pysk wilka.

– Uważaj! Tam za drzewem! Tam jest wilk! – woła jednocześnie podskakując. Oczywiście jest w teatrzyku i strasznie emocjonuje się oglądaną sztuką.

Teraz wyobraźcie sobie, że jednym kliknięciem przenosimy się do lutego 2014 roku. Ciepło ubrana kobieta wysiada z metra i szybkim krokiem idzie po udeptanym śniegu. Mija Pałac Kultury, Złote Tarasy, długo okrąża rozkopane Rondo ONZ. Wreszcie dociera do hotelu Westin. Rejestruje się i zajmuje miejsce na sali pełnej ludzi. Nagle… Przez salę przechodzi mężczyzna przebrany za Wikinga i głośno rozmawia z kobietą na temat pójścia do szkoły 6-latków.

– Gdzie ja, kurde, jestem? – myśli kobieta i otwiera z lekkim zdziwieniem oczy.

Jak się domyślacie kobieta jest dziewczynką z początku opowiadania. Wiele się zmieniło, od niedawna sama jest mamą. Choć, co jest powszechnie wiadome, nadal dobrze czuje się w towarzystwie własnej mamy. Od czasów dzieciństwa nie były razem w teatrze, z ich rozmów wynika, że raczej wolą kino. A tu nagle prawie jak w teatrze wyskakuje ten Wiking…

– Przecież ja już nie jestem dzieckiem – myśli dalej kobieta.

– No, ok, lubię dzieci i je uczę, ale… Dziś mam się szkolić i podnosić swoje nauczycielskie kwalifikacje.

Oczywiście już zapewne wiecie, że ta dziewczynka i kobieta to nikt inny tylko ja. A ten dość długi wstęp ma posłużyć opisaniu moich wrażeń z konferencji metodycznej wydawnictwa Pearson.

Mam nadzieję, moi Czytelnicy, że nadal jesteście ze mną a ja już przechodzę do sedna. Wiking pochodził z bajki Disney’a i był zajawką służącą pokazaniu, jakie to fajne są postacie z kreskówek. Oczywiście nawiązywało to do wykorzystania ich w kursie New English Adventure. Tylko powiedzcie, czy interesuje Was długość włosów Roszpunki? Bo mnie delikatnie mówiąc nie bardzo. A takie informacje między innymi się pojawiały. Kolejnym punktem programu była sesja dla nauczycieli klas 1-3 pt. And They All Learned English Happily Ever After! Fantasy, Fun and Fairytales in the Lower Primary Classroom. Definitywnie Pan Piotr Steinbrich był dobrze przygotowany i płynnie wygłosił swoją prezentację. Jego angielski był miły dla ucha, ale co poza tym? Podobne wrażenie odniosłam słuchając drugiego Pana (Rob Dean – sesja dla klas 4-6). Niestety nic konkretnego tutaj nie napiszę o żadnej z tych prezentacji, gdyż wcale nie poszerzyłam swojej wiedzy. Poza takim ogólnym pogadaniem prezentacje oczywiście zawierały też ćwiczenia bazujące na promowanych przez wydawnictwo książkach. Były to niezbyt przeze mnie lubiane aktywności w stylu cała sala wciela się w uczniów i tupie, gdy odpowiedź jest zła i klaszcze, gdy jest dobra. Generalnie rzecz biorąc miałam odczucie, że cała konferencja koncentrowała się na sprzedaniu nam podręczników. Mam też wrażenie, że w poprzednich latach odbywało się to w bardziej zawoalowany sposób. W czasie prezentowania informacji o egzaminie 6-klasisty Wiking przeprosił, że nie jest już Wikingiem. Chyba temat był poważniejszy. Jednak, to co zostało powiedziane spokojnie można wyczytać z informatora oraz podstawy programowej.

Najbardziej spodobał mi się dowcip jednego z prowadzących, że fajnie, że uczestnicy są na konferencji podczas gdy otwarte Złote Tarasy są tak blisko. W sumie to ciągnęło mnie do nich bardzo i z tego co zauważyłam nie tylko mnie. Prawdę mówiąc nie dotrwałam do samego końca.

P.S. 1 W Westinie mają bardzo dobre ciasteczka, takie jak lubię, w hotelowym wydaniu, z francuskiego ciasta. Mniam. Nie żebym była jakaś strasznie łasa, ale chyba były największą zaletą szkolenia. Poza tym rozczarowanie. Kiedy przyszłam do domu mój mąż skomentował, że z fajna torbą wróciłam (promowane książki otrzymaliśmy zapakowane w materiałową teczkę lub torbę).

P.S. 2 Sylwia napisała do mnie maila, ponieważ wcześniej uczestniczyła w konferencji w innej części Polski. Nie zdradziła zbyt wielu szczegółów, jednak napisała, że nisko ocenia tę konferencję. Celowo nie czytałam innych recenzji, by być jak najbardziej obiektywną. Jeśli jesteście zainteresowani, to na blogu english nook znajdziecie opis wrażeń Ani.

P.S.3 Mała dziewczynka wyglądała tak:

ja

Reklamy

5 thoughts on “Historia małej dziewczynki, czyli kilka słów o konferencji metodycznej Pearsona

  1. Tak, tak, pisałam wcześniej maila, bo chciałam się po prostu podzielić… moim rozczarowaniem. Prowadząca była inna (p. Bogucka), jednak chyba tak było, że wydawnictwo za bardzo skupiło się na promocji nowego English Adventure. Zbyt dużo filmów 😦 Materiały – jak najbardziej ok 🙂 (och, ta torba 🙂 ).
    Byłam kolejnego dnia na konferencji Macmillana – ta była rewelacyjna! Świetni prowadzący (p. Łagun i p. Kiński). Prowadzili konferencję w tandemie i doskonale mieli wszystko dograne i dopracowane. Pewnie w Waszych rejonach będzie prowadził ktoś inny, więc może być inaczej. Była promocja podręczników, ale bardziej dyskretna.

    Jak widać – opinie nasze są podobne. Może nie do końca wynika to ze sposobu prowadzenia, lecz bardziej ze strategii wydawnictwa. Niezbyt dobranej do naszych potrzeb i oczekiwań.

    1. Różni prowadzący a wrażenia takie same, czyli coś musi być na rzeczy 🙂 za dwa tygodnie w tym samym miejscu Macmillan, mam nadzieję, że i tym razem nasze opinie będą zbieżne i że będzie ciekawie.

    1. Lepiej, wierz mi 😉 Ciebie drażnią ćwiczenia integrująco – pokazowe, ja też tego nie lubię, ale chyba jeszcze bardziej nie pasuje mi jak jestem traktowana, tudzież mam się wcielać w 7-latka, chyba zwyczajnie taką mam osobowość. Przy całym moim szacunku do dzieci i ciągle siedzącej we mnie cząstce dziecka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s