Książka dla rodziców i nauczycieli „Dysleksja a nauczanie języków obcych”

Wiedzieliście, że można szacować, że w standardowej 30 osobowej klasie jest 14% dzieci z inteligencją niższą niż przeciętna i 15% osób z dysleksją? Problem zaburzeń w uczeniu się może dotyczyć nawet 10 osób z 30 osobowej klasy. W związku z tym bardzo istotna staje się umiejętność pracy z takimi uczniami. Wreszcie skończyłam czytać bardzo ciekawą i pomocną książkę pod tytułem „Dysleksja a nauczanie języków obcych. Przewodnik dla nauczycieli i rodziców uczniów z dysleksją”. Książka została napisana przez Katarzynę Bogdanowicz. Można powiedzieć, że jest to swoiste kompendium wiedzy na temat dysleksji w kontekście języków obcych.

Książka jest podzielona na dwie części. Pierwsza jest bardziej teoretyczna, przeczytamy tu m.in. definicje dysleksji, zapoznamy się z objawami i przyczynami, dowiemy się jak funkcjonuje mózg i na czym tak naprawdę polega czytanie i pisanie. Ponad to uzyskamy informacje na temat jak wygląda diagnoza dysleksji oraz o samych uczniach – na czym polegają ich trudności, jak wygląda ich funkcjonowanie społeczne. Druga natomiast jest praktyczna. Tutaj ogólnie dowiemy się o metodyce nauczania uczniów z dysleksją, przeczytamy o wykorzystaniu nowoczesnych technologii. Otrzymamy też szczegółowe wskazówki dotyczące nauczania czytania, pisania, mówienia, słuchania, słownictwa, alfabetu i wielu innych zagadnień. Na koniec uzyskamy wiedzę na temat psychologicznych aspektów pracy z uczniami dyslektycznymi oraz o tym jak organizować im pracę. Zostanie również przeanalizowana opinia psychologiczno – pedagogiczna i opisane sposoby oceniania uczniów z powyższymi problemami.

Poza wiedzą autorka dostarczy nam konkretne przykłady: ćwiczeń, gier, pomocy, stron internetowych sprawdzających się w nauczaniu dzieci z dysleksją. Wszystkim zainteresowanym tą tematyką polecam tę lekturę. Ja na pewno będę się starać wdrożyć w życie metody pracy o których przeczytałam.

ksiazkadysleksja

 

 

Easter art and craft czyli świąteczna praca plastyczna

Zacznę od polecenia Wam fajnej strony

http://www.first-school.ws/INDEX.HTM

Znajdziecie tu wiele fajnych materiałów do pracy z młodszymi dziećmi. Właśnie z tej strony pochodzi template, który potrzebujemy do stworzenia owieczki. Użyjemy też obrysu naszej ręki (podobnie jak w przypadku renifera, którego tworzyliśmy na Boże Narodzenie). Owcę robiłam kiedyś z dziećmi na zajęciach z KN. Uczniom praca się podobała, można ją również ozdobić kulkami z waty czy też (pomysł znaleziony w sieci) popcornem.

Pod tym linkiem znajdziecie template

http://www.first-school.ws/t/craft/handprint_sheep.htm

A oto gotowa praca

sheep1

W sklepie papierniczym niedaleko mojego domu kupiłam piankowe króliki oraz naklejki.

easterozdoby

Dołożę jeszcze ruchome oczy i dzieci będą ozdabiać króliki, np. tak:

bunny

Ćwiczenia i worksheety na Wielkanoc (Easter acitivities)

Nie wiem jak Wam, ale mnie zawsze czas po feriach zimowych zaczyna zdecydowanie szybciej upływać. Zauważyłam, że coraz rzadziej noszę przejściowe kurtki, nagle nie wiadomo kiedy robi się ciepło. Oczywiście na Wielkanoc zwykle nie jest tak ładnie jak byśmy chcieli, ale może w tym roku się uda? Zobaczymy… już niedługo. A póki co pokażę Wam, jakie ćwiczenia wyszperałam w internecie.

Zacznę od readingu dla starszych uczniów. Jest on dość trudny, ale bardzo dobrzy 6-klasiści i gimnazjum powinni sobie poradzić. Zwykle koncentruję się na zwyczajach świątecznych i tutaj właśnie to mamy:

http://www.classroomjr.com/easter-worksheets-for-kids/easter-history-reading-worksheet/

Oprócz tego ćwiczenie (post reading) sprawdzające wiedzę uczniów – multiple choice questions:

http://www.classroomjr.com/easter-worksheets-for-kids/easter-reading-comprehension/

Podoba mi się zadanie pisemne polegające na opisaniu królików. Uczniowie muszą poszukać o nich trochę informacji takich jak gdzie żyją, jak długo, jak się zachowują, jak wyglądają. Można też samemu przygotować tekst o królikach np. w oparciu o Wikipedię, na jego podstawie uczniowie np. w parach uzupełniają worksheet.

http://www.activityvillage.co.uk/rabbit-worksheet

Z młodszymi uczniami standardowo stawiam na zabawy. Pierwsza jest w sumie prosta i typowa na zajęciach językowych, ale zrobiłam ją tak, że nawiązuje do Wielkanocy. Wcześniej trzeba wypisać sobie na małych karteczkach pytania, zadania dla dzieci. Ja utrwalałam cały do tej pory omówiony materiał. Zaopatrzyłam się też w styropianową kaczkę, którą „na szybko” pokolorowałam flamastrami. W tle gra muzyka, dzieci podają sobie kaczkę, jak nauczyciel zatrzyma muzykę dziecko, które ma kaczkę ma odpowiedzieć na pytanie czy też wykonać wylosowane polecenie. Gdy ma z tym problem pomaga mu reszta uczniów.

duck

Z najmłodszymi (przedszkole, zerówka) bawiłam się też w Easter Egg Hunt. Miałam wycięte kolorowe jajka ze sztywnego papieru (konkretnie 10 jajek), zanim przyszły dzieci chowałam je na sali. Dawałam uczniom 2-3 minuty w czasie których mieli odnaleźć jak najwięcej jajek. Znalezione jajko kładli na dywanie, tam gdzie zwykle siedzimy i szli szukać dalej. Gdy czas się skończył liczyli jajka, jeśli nie znaleźli 10, ja je wyciągałam z kryjówek. Można też pobawić się w określanie kolorów jajek, grupowanie ich.

A oto ciąg dalszy treningu liczenia dla młodszych dzieci. Uczniowie wycinają i przyklejają ponumerowane jajka (1-10), oczywiście w odpowiedniej kolejności:

http://printables.atozteacherstuff.com/2391/chick-cut-and-paste-counting/

To by było na tyle (jeśli macie ochotę zerknijcie na zeszłoroczne pomysły – klik). Polecałam tam m.in. stronę boogleworldesl.com, w tegorocznych poszukiwaniach wróciłam do niej. Super jest zadanie żeby ułożyć jak najwięcej wyrazów z Easter Egg Hunt (jest ich naprawdę dużo, znajdziecie tu worksheet ze wskazówkami, które możecie dla ułatwienia dać uczniom).

A już w weekend opublikuję moją propozycję wielkanocnych prac plastycznych.

 

Gra „Matcher” – PlayMeAndLearn

Oto kolejny wpis z cyklu gry w edukacji językowej. „Matcher” to gra karciana. Składa się ona z 55 kart, wielkości 9 na 9 cm. Mieszczą się one w niewielkim pudełku. Są stosunkowo cienkie, wydaje mi się że lepiej gdyby były zrobione ze sztywniejszego papieru. Na każdej z kart mamy kolorowe obrazki, czasem też proste napisy. Grafika jest poprawna, choć nie jakaś zachwycająca. Mam wrażenie, że nie jest do końca spójna (być może jest to celowy zabieg, by łatwiej było odnaleźć wspólny obrazek). Przez to jawi mi się jako chaos estetyczny. Ale nie zauważyłam żeby dzieci miały z tym jakiś problem. Nie było też jednak ochów i achów i pytań gdzie można tę grę kupić (ta jak to było w przypadku opisanej przeze mnie niedawno gry „What’s rubbish?”). Dla mnie wygląd jest ważny i wydaje mi się, że fajnie jakby grafika była bardziej dopracowana.

Na czym polega gra? Ogólnie można powiedzieć, że w grze chodzi o znalezienie na kartach identycznych obrazków lub napisów. Dwie karty mają tylko jeden element wspólny. Do gry dołączona jest instrukcja, w której znajdziemy opis różnych wariantów rozgrywek. O możliwościach grania możecie przeczytać na blogu prowadzonym przez PlayMeAndLearn. Dają one możliwość ćwiczenia nie tylko mówienia ale też pisania w jezyku angielskim. Na niektórych kartach łatwo odnaleźć wspólny obrazek czy też słowo a na innych chwilę nam to zajmuje. Muszę przyznać, że bywało, że dzieci były bardziej spostrzegawcze niż ja.

matchergra

„Matcher” sprawdza się u dzieci ze szkoły podstawowej, grałam z uczniami z 1, 4 i 6 klasy. Oczywiście im młodsi, tym bardziej ekscytują się grą. Pomysł jest prosty, ale według mnie fajny. Przypomina mi trochę bardzo popularną aktualnie i dobrze ocenianą grę „Dobble”, z tym że w nią gra się po polsku. Nie mam jej, ale z tego co przeczytałam w internecie wynika, że zasady są podobne http://www.rebel.pl/product.php/1,1203/20640/Dobble.html.

Wracając do gry od PlayMeAndLearn, podobała się ona uczniom. Dzięki temu, że da się w nią grać według różnych zasad można korzystać z niej więcej razy bez obawy, że szybko się znudzi. Kupicie ją w cenie 49 zł.

Więcej o produktach PlayMeAndLearn dowiecie się z ich strony internetowej http://playmeandlearn.com.

Jeszcze raz dziękuję PlayMeAndLearn za przesłanie mi plansz edukacyjnych i gry „Matcher”.

PlayMeAndLearn – testuję plansze edukacyjne

Plansze edukacyjne, o których mowa w tytule wpisu to nic innego jak flashcards. Ale w innym niż wszyscy znamy wydaniu. Te plansze można nazwać też matami, gdyż są one zrobione z materiału podbitego gumą. Przypominają mi podkładkę pod myszkę. Co zyskujemy dzięki takiej formie? Przede wszystkim, to że możemy wykorzystać je do zabaw ruchowych. Kładziemy je na ziemi i zaczynamy naukę poprzez zabawę. PlayMeAndLearn oferuje nam poradnik z pomysłami na wykorzystanie tych właśnie plansz. Dużo zależy też od naszej inwencji. Co jest fajne – możemy też pozwolić uczniom na realizację własnych pomysłów. Dzięki temu nauka będzie łatwiejsza i przyjemniejsza. Niewątpliwą zaletą jest to, że nie martwimy się, tak jak w przypadku zwykłych kart, że dzieci je zniszczą. Mogą po nich skakać, podrzucać je, zginać i nic im się nie stanie. Jeśli się pobrudzą możemy je wyprać.

Mój synek „rzucił się” na plansze i tym razem (w przeciwieństwie do papierowych flashcards) nie zabrałam mu ich, mógł je oglądać i się nimi pobawić. Jeśli chodzi o uczniów to podobała im się wielkość kart (są większe od flashcards, które mam jako dodatek do podręczników, mają 20 na 29 cm). Trochę marudzili na zapach gumy ale zakładam, że z czasem on wywietrzeje. Fajne jest to, że dzieci chętnie same kombinują co można z nimi robić. Bawiłam się nimi z moimi siedmiolatkami i zaraz po zabawie – skocz na wymienioną przez nauczyciela kartę, sami wymyślili, że można wykorzystać je do gry w klasy. Lubię, gdy pomoc dydaktyczna w taki właśnie sposób skłania uczniów do myślenia. Na kartach mamy rysunek i napis. Grafika jest prosta. Mam pewne wątpliwości, co do umieszczenia na planszy napisu. Z jednej strony to dobrze, bo uczniowie ćwiczą czytanie i oswajają się z formą graficzną a z drugiej nie za bardzo, gdyż mogą nie znać słówka a i tak przeczytać wyraz (jest to pewne ułatwienie). Ja chyba wolę jednak pracować na samych rysunkach i oddzielnych napisach, ale oczywiście karty z napisami takie jak te też można stosować. Można też zaproponować ćwiczenie, w którym zaginamy maty i w ten sposób zasłaniamy napisy. Plansze na pewno sprawdzają się w pracy z najmłodszymi uczniami. Dzieci w tym wieku są ruchliwe i możliwość przemieszczania się i nie siedzenia sprawia im przyjemność.

Jak jeszcze wykorzystywałam maty? Ponieważ akurat dopiero co przerabialiśmy liczenie do 20, w ćwiczenia związane z nazwami ubrań wplotłam liczby. Plansze przedstawiające ubrania rozlożyłam na podłodze rysunkiem do dołu. Miałam przygotowane karteczki z napisanymi liczbami i uczeń losował liczbę. Następnie miał wypowiedzieć na głos liczbę i skoczyć po kartach własnie tyle razy jaką miał liczbę. Po wylądowaniu odkrywał kartę i nazywał ubranie. Następnie zakrywał matę i mógł ją położyć w innym miejscu. Kolejną zabawę zaczerpnęłam z „klas” – znów karty były zakryte, uczeń podchodził do wybranej karty i starał się rzucić w planszę gumką do ścierania tak, by zatrzymała się na planszy. Wtedy mógł odkryć i nazwać obrazek. Wcale nie było to takie łatwe, gdyż gumka się odbijała, więc pozwoliłam im rzucać z bliższej odległości i z niższej wysokości. Może inny przedmiot lepiej by się nadawał, muszę się jeszcze nad tym zastanowić. Fajne jest też zwijanie mat, patrzenie do środka jak w lunetę i nazywanie obrazków. W każdym razie zabawy się podobały.

Myślę, że ciekawie będzie jak pomieszam ze sobą zestawy które mam. Obrazków będzie więcej a co za tym idzie więcej zabawy. A posiadam 3 zestawy Kiddo Mini Pack: Dom, Czasowniki oraz Ubrania. Wracając do ich wyglądu według mnie dobrym pomysłem jest też to, że w zależności od tematu są one w różnych kolorach (to ułatwienie zarówno dla uczniów jak i nauczycieli).

planszeplayme

Jak już wspomniałam tył plansz jest podbity gumą, dzięki czemu maty są trwałe i się nie ślizgają.

planszeplayme1

Te i inne zestawy znajdziecie pod tym linkiem: http://playmeandlearn.com/pol_m_Gry_KIDDO-Mini-Pack-189.html.

Karty podobały się uczniom, myślę, że w dużej mierze zadziałał tu efekt nowości. Ja zresztą też chętnie je wypróbowałam! Nie korzystali jeszcze z takich mat, więc było to dla nich atrakcyjne. Dodatkowo dzieci lubią się ruszać a plansze im to umożliwiają. Jak się domyślacie maty trochę ważą (więc my nauczyciele mamy więcej do noszenia), ale czego się nie robi, by dzieci były zadowolone. Zestaw plansz (jest ich 8) kosztuje 123 złote, są to mniejsze zestawy przeznaczone do pracy indywidualnej lub z kilkoma osobami. Większe oczywiście zawierają więcej plansz i są droższe. Z jednej strony nie jest to tanio a z drugiej płacimy za pomysł, trwałość i atrakcyjność w oczach uczniów. Ja mam taką filozofię: jak z czegoś dużo korzystamy nasza inwestycja się zwraca. Według mnie jest to dobry pomysł np. na materiały dla prywatnych przeszkoli, czy też niewielkich szkół językowych. Dla nauczyciela bez takiego zaplecza to duży wydatek, szczególnie, że zwykle ma do dyspozycji papierowe flashcards. Oczywiście planszami czy innymi grami oferowanymi przez PlayMeAndLearn mogą bawić się też z dziećmi rodzice. Wszystko zależy od tego jak postrzegamy naukę języka obcego i jakimi nakładami dysponujemy.

Na koniec filmik – zobaczcie jak fajnie przy pomocy mat uczą się i bawią przedszkolaki.

W następnym wpisie opiszę grę, również od PlayMeAndLearn, która nazywa się „Matcher” i tym razem jest z papieru, zmieści się w kieszeni, no i jest tańsza. Jednak podobnie jak maty  uprzyjemnia naukę angielskiego.

Dziękuję PlayMeAndLearn za udostępnienie mi plansz do testowania.