Roboty i programowanie, czyli angielski inaczej

W tym wpisie opowiem Wam o robotach, które miałam okazję testować. Co prawda mówi się, że są one bardziej przeznaczone na lekcje informatyki, jednak spokojnie można używać ich na angielskim. Ich pojawienie się wywołało wśród uczniów entuzjazm. Są one atrakcyjne, kojarzą się z zabawą, powodują, że dzieciaki ruszają głową i ćwiczą angielski. Mają też jednak pewne minusy.

Miałam możliwość testowania robotów Ozobota i Edisona.Czas strasznie leci, wpis miałam przygotowany, ale jakoś o nim zapomniałam. Po drodze zabawka dostała nagrodę (tytuł Zabawki Roku) ale zakładam, że moje spostrzeżenia są aktualne. Od razu zaznaczę, że dla mnie jest to gadżet i uważam, że lepiej się sprawdza w domu czy też na lekcjach indywidualnych niż w klasie. Mam wrażenie, że pewne rzeczy wymagają w nich dopracowania. Roboty opisuję jako ciekawostkę.

Do Ozobota mamy dodaną małą matę po której może chodzić robot.

IMG_9009

Porusza  się też on po trasach narysowanych przez nas. W instrukcji mamy kody, dzięki którym robocik będzie poruszał się w określony sposób. Do narysowania trasy i kodów (były w języku angielskim) potrzebujemy flamastrów czy też kredek. Mnie sporo czasu zajęło dobranie kolorów i narysowanie „działających” tras. Robot nie zawsze odczytywał kody, to znaczy, raz robił, to co powinien, drugi raz nie. Trzeba precyzyjnie narysować linie, dość grube, nieprzerywane, niezbyt blisko siebie. Dla młodszych dzieci jest to trudne.

IMG_9016

Druga opcja to pisanie programu – jak ma się poruszać nasz robot. Samo układanie programu jest intuicyjne i fajne. Przy okazji ćwiczymy angielski.

IMG_9012

Następnie przykładamy robota do ekranu komputera i wgrywamy program.

IMG_9011

Jednak napotkałam pewne problemy – nie na każdym komputerze można załadować napisany program (mimo zastosowania wskazówki dotyczącej rozjaśnienia ekranu). Ładowanie wygląda fajnie, dzieciom podoba się mruganie, ale nie jest to zbyt wygodne (czasem trwa to dość długo i cierpnie ręka). Zamiast komputera możemy użyć ipada ale miałam problem, gdyż robot wykonywał tylko część zaprogramowanych poleceń (nie wykonywał ostatniego). Dzieciom wykręconym w roboty i programowanie bardzo podobały się roboty (łącznie z tym, że dwójka małych testerów zażyczyła sobie je w prezencie urodzinowym). Poniżej spontanicznie narysowany przez jedno z dzieci, robot.

IMG_9037

Fakt, że nie zawsze działał był frustrujący. W związku z tym dzieci na zajęciach zamiast skupić się logice działania programu martwiły się, czy dobrze narysowały kreski lub czy Ozobot załaduje program z komputera.

Inny robot, który wykorzystywałam na zajęciach to Edison. Jest on trochę większy. Do niego mamy większą matę i polecenia, które wygrywamy przez przejechanie robotem przez kody kreskowe oznaczające polecenie. Jak dla mnie to trochę mało rozwijające dla uczniów. Mamy też możliwość przyczepienia do niego klocków Lego. To się dzieciom spodobało. Jednak bywało, że podczas ruchu robota klocki odpadały. Edison jest na baterie a Ozobota ładujemy przez usb, co jest wygodniejsze.

IMG_9064

Zarówno mnie jak i moim uczniom bardziej podobał się Ozobot, jednak uważam, że pewne rzeczy powinny zostać w nim dopracowane. Jednak, jak napisałam na wstępie, dla mnie jest to bardziej gadżet – zabawka. Zajęcia angielskie z cyklu naukowego, które prowadziłam zostały uatrakcyjnione. Było to dodatkowe koło, w którym uczestniczyło kilkoro uczniów. W związku z tym używaliśmy tylko jednego robota. Na normalnej lekcji potrzebujemy ich więcej. W Polsce dystrybutorem jest firma EduSense http://edu-sense.com/pl/, jako uczestnik warsztatów mogłam pożyczyć robota i zobaczyć, jak działa i sprawdza się na lekcjach.

 

 

Lekcje w styczniu

Co robiłam jak mnie nie było? Bardzo chciałam napisać, ale serio miałam urwanie głowy. Koniec semestru, organizacja balu karnawałowo – walentynkowego i chore dziecko w domu nie sprzyjały blogowaniu. Później wyjazd na ferie… i się nie składało. Wiem, że już trochę po czasie, ale może przeczytacie co robiłam na zajęciach w styczniu.

A zajęcia przed feriami były fajne. Mówiliśmy o śniegu, przygotowując zajęcia inspirowałam się tym postem http://neuroteaching.blogspot.com/p/lekcje-tematyczne.html (jak klikniecie w linka musicie chwile poscrollować aż dojdziecie do śniegu). Zachęcam do przejrzenia bloga. Autorka często publikuje i ma wiele pomysłów. Mnie najbardziej podobały się filmiki o powstawaniu śniegu i o bezpieczeństwie na stoku.

i już na luzie dla pośmiania się znalazłam taki filmik.

Dodatkowo użyłam materiałów z opisywanej dopiero co strony Education.com.

http://www.education.com/worksheet/article/snow-facts/

Zrzut ekranu 2016-02-16 o 21.37.39

Z młodszymi dzieciakami uczyliśmy się słów związanych z przebraniami karnawałowymi. Bawiliśmy się układanką Djeco, co prawda przeznaczoną dla maluchów, ale fajnie się sprawdziła. Zabawki Djeco są polecane na blogach parentingowych i powiem Wam, ze mnie też urzekły. Ceny dość wysokie, ale czasem można znaleźć promocje. Plus za jakość i design. Oraz to, że można je wykorzystać również w pracy. Dzieci układały postacie (przebierańców) i nazywaliśmy je.

IMG_8937IMG_8939

I znów skorzystałam z materiału ze strony Education.com.

Zmiana strojów i postaci.

http://www.education.com/worksheet/article/time-for-change/

Zrzut ekranu 2016-02-16 o 21.45.03

Obejrzeliśmy też odcinek Peppy.

 

Super pomoce na tablicę interaktywną

Wydawnictwo Scholastic ma bardzo fajną serię materiałów do kopiowania pod tytułem Timesaver. Z tego, co wiem nauczyciele ją cenią i wypowiadają się o niej w superlatywach. Moją krótką recenzję jednej z części możecie przeczyta tutaj. Poza zwykłymi książkami do kopiowania ukazała się seria pozwalająca na pracę z tablicą interaktywną.

Książki Timesaver interactive to zbiory materiałów oraz oprogramowanie. Do wyboru są 4 książki: Celebrations in th UK, Interactive Grammar, Video Prompts for Class Discussion, Interactive Vocabulary. Moja szkoła zakupiła dwie pierwsze pozycje, więc o nich mogę się wypowiedzieć, ale myślę, że wszystkie są godne uwagi.

IMG_8010 IMG_8011

Seria umożliwia poszerzanie wiedzy na temat zagadnień kulturowych, pomaga w opanowaniu gramatyki oraz słownictwa i rozwija cztery kluczowe umiejętności językowe – czytanie, pisanie, mówienie, słuchanie. Każda książka zawiera 12 lekcji. Lekcja składa się z czterech stron: dwie ze szczegółowym scenariuszem dla nauczyciela i kluczem odpowiedzi do ćwiczeń oraz dwie przeznaczone do kopiowania – z ćwiczeniami w formie kart pracy dla ucznia. Również na płycie znajdują się te strony, które kopiujemy. Dzięki temu możemy wspólnie na tablicy sprawdzić, czy uczniowie poprawnie wykonali zadanie. Większość zadań jest typowych – wybiera się, którąś z odpowiedzi lub przeciąga w jakieś miejsce. Moi uczniowie bardzo lubią korzystanie z tablicy interaktywnej i zadania są dla nich atrakcyjne. Oprócz tego znajdziemy tu filmy czy też nagrania. Całość tworzy fajnie skomponowaną lekcję.

Na tym filmiku możecie zobaczyć dokładniej, jak wygląda oprogramowanie.

Interactive Grammar to książka na poziomie A1. W oprogramowaniu do tej części występuje dziewczynka (Grammar Girl – komiksowa postać), która tłumaczy gramatykę. Tematy są osadzone w kontekście, co powoduje że gramatyka jest ciekawsza i łatwiejsza do zrozumienia. Oto lista zagadnień, które w niej znajdziecie:

  • Present Simple (Our school clubs)
  • Present Continuous (We’re going to a concert)
  • Question Forms (Jobs)
  • Countable or Uncountable? (Life in space)
  • Adverbs (Slowly and silently)
  • ‚Can’ (Can I stay up late?)
  • Gerund Forms (I love living here)
  • Comparatives and Superlatives (Best and worst)
  • Past Simple 1 (Adventure at the museum)
  • Past Simple 2 (Billy and the dog)
  • ‚Going to’ (A trip to Brighton)
  • Present Perfect (Have you ever …?)

Druga książka, z której korzystałam (chociaż trochę mniej niż z Interactive Grammar) to Celebrations in the UK (poziom A1-A2). Oczywiście w tym roku szkolnym zamierzam to nadrobić. Poniżej tematy:

  • Chinese New Year
  • Pancake Day
  • Easter
  • London Marathon
  • Halloween
  • Christmas
  • April’s Fool Day
  • FA Cup
  • Notting Hill Carnival
  • Bonfire Night
  • Christmas
  • Hogmanay

Z książek i oprogramowania zadowolone były wszystkie anglistki w mojej szkole. Polecam więc ich zakup. Jedynym minusem jest wysoka cena (199 zł). Można je kupić na przykład na stronie wydawnictwa Egis.

„Let’s visit Ireland” – materiały kulturowe dla uczniów na poziomie B1/B2

Dzisiejszy wpis będzie nietypowy, gdyż będzie dotyczył materiałów kulturowych dla starszych uczniów, tudzież dla uczniów na poziomie B1/B2. Ja nie uczę teraz nikogo w tym wieku jednak od czego ma się rodzinę, tak więc opiszę moje wrażenia z punktu widzenia nauczyciela oraz ucznia liceum, właśnie na tym poziomie językowym. Przechodząc do sedna, poniżej przeczytacie recenzję książki – materiałów do kopiowania dla nauczycieli „Let’s visit Ireland”, napisanej przez Romana Ociepę. Na początek kilka słów o autorze. Oczywiście jest anglistą, to nie jest jego pierwsza publikacja, oprócz tego pisze też bloga http://yourenglishangel.blogspot.com.

LVIR_I_strona_okladki_miniaturka

Jak ja odbieram tę książkę?

  • wydaje się ciekawym materiałem na kółko językowe, czy też na zajęcia pod koniec roku (gdy omówiony został już materiał zawarty w programie nauczania).
  • jak na materiał do kopiowania jest ładnie wydana, kartki są dość sztywne, więc nie powinny się łatwo zniszczyć
  • bardzo szeroko, nawet nie wiem czy nie za szeroko traktuje temat, tzn. do każdego unitu mamy tekst oraz dużą ilość ćwiczeń, oto skrócony spis treści: The Geography of Ireland, Animals and Plants, The Republic of Ireland, Northern Ireland, People of Ireland, The Symbols of Ireland, Dublin, History of Ireland, Writers and Poets, Irish Games, Irish Food and Drink, Irish Legends and Heroes, Irish Music and Dance, Irish Holidays and Celebrations, Languages in Ireland. Do książki dołączona jest płyta CD z nagraniami.
  • ćwiczenia są różnorodne, choć część jest dość typowa
  • zawiera mniej  popularne i dość skomplikowane słownictwo (na pewno cześć dla uczniów będzie nowa)

Jak uczeń odbiera tę książkę (po ogólnym zapoznaniu się z książką i przerobieniu jednego unitu)

  • po pierwsze i co ważne padło stwierdzenie, że książka jest ciekawa i to dobrze, że tematem jest Irlandia a nie Wielka Brytania (bo w podręcznikach  już od podstawówki zawsze są działy poświęcone kulturze właśnie GB), więc niesie to za sobą powiew świeżości i z racji, że uczniowie niewiele wiedzą o Irlandii może okazać się interesującą odmianą
  • podobały się ćwiczenia nazwane Fun corner – w stylu krzyżówki, word search, label the pictures, nawet starsi uczniowie je lubią, szczególnie, że z wiekiem w podręcznikach jest ich coraz mniej
  • jest przejrzysta – podobały się wstawki – Hints, zawierające objaśnienia
  • część słownictwa była nowa i określona jako dość zaawansowane
  • uczeń stwierdził, że książka jest wymagająca – to znaczy nie jakaś bardzo trudna, ale będąca wyzwaniem

Jeśli książka Was zainteresowała na stronie wydawnictwa Polonsky można pobrać pierwszy unit. Na stronie wydawnictwa możecie też ją kupić a w przyszłości ma być też dostępna w Bibliotece Anglisty prowadzonej przez wydawnictwo Egis.

Dziękuję autorowi książki za przesłanie mi egzemplarza książki.

Dyslektyk też może

Ponieważ poszerzam swoja wiedzę na temat dysleksji w kontekście nauczania języka angielskiego dziś kolejny wpis z tego cyklu. Jak wiemy, coraz większa ilość uczniów ma problemy w nauce, duża liczba z nich to dyslektycy. Okazuje się, że ten problem dotyczy wielu znanych ludzi. We wszystkich publikacjach podkreślane jest, że dyslektycy nie są mniej inteligentni, że mogą osiągnąć sukces.

Również ja będąc dzieckiem miałam problem z nauczeniem się czytania, wymagało to ode mnie dużo ćwiczeń. Podobnie jak godziny spędzone nad ortografią i masa napisanych dyktand. Nienawidziłam uczenia się wierszy na pamięć. Nauczenie się ich było trudne, by je zapamiętać musiałam zacząć się uczyć ledwo zostały zadane. Marginesy i akapity dla mnie nie istniały, zresztą nawet teraz pisząc bloga, muszę się bardzo starać, by je stosować. Z koordynacją ruchów też zawsze było średnio. Podobnie jak z koncentracją i bałaganiarstwem. Z nauka angielskiego jednak nigdy nie miałam problemów. Jakoś szło, wręcz nad wyraz dobrze. W liceum okazało się, że mam dysleksję. Jak już się nauczyłam czytać, robiłam to bardzo dobrze, zresztą lubiłam literaturę a jak wiecie praktyka czyni mistrza. Co do ortografii, to też można ją wykuć na blachę (o co już postarała się moja mama), dlatego robię mało błędów. Gdy szybko pisałam odręcznie myliło mi się p z b, ale zwykle szybko to poprawiałam. Da się żyć. Wiem, że zapewne moja postać dysleksji nie jest zbyt poważna. W ogóle z badań wynika, że nie ma dwóch identycznych postaci dysleksji. Ale mój przykład pokazuje, że ciężko pracując można przezwyciężyć problemy w nauce. Dlatego tak bardzo cieszę się, gdy moi uczniowie z dysleksją „załapują” zagadnienia, które na początku były dla nich skomplikowane i dostają dobre stopnie w szkole.

Kończąc tę dygresję dotyczącą mojej osoby, poniżej publikuję plakat  ze strony http://www.dyslexic-kids.org przedstawiający znanych ludzi mających dysleksję. Takich, którzy mieli duże lub nawet wielkie osiągnięcia.

FamousDyslexicsPoster_compressed

O strasznym potworze – film „The Gruffalo”

Blog http://dolittle.blox.pl/html przypomniał mi o czymś fajnym i zainspirował mnie do tego wpisu. Chodzi o Gruffalo, śmiesznego potwora z książki i filmu. Znam film, ale zakładam, że książka też jest fajna. Na blogu można przeczytać dwa wpisy na ten temat http://dolittle.blox.pl/2013/09/THE-GRUFFALO.html oraz http://dolittle.blox.pl/2013/09/GRUFFALO-raz-jeszcze.html. Poniżej moje spostrzeżenia.

Ja skoncentruję się na filmie. Nadaje się on dla dzieci z młodszych klas szkoły podstawowej. Trwa 25 minut, więc nie jest bardzo długi. Gdyby dzieci miały się znudzić to i tak by nie zdążyły. Jest w nim sporo dialogów, czy też wypowiedzi narratora. Ale wymowa jest raczej wyraźna i stosunkowo wolna. Jeśli chodzi o akcję to według mnie  zawiera wszystko to, co dzieciaki lubią. Dodatkowo postacie są sympatyczne a i treść jest niegłupia. Sama animacja też godna pochwały. Jak trochę poszperałam w necie, to okazuje się, że ten film miał nominację do Oskara w kategorii krótkometrażowy film animowany. Oczywiście dodatkowy komentarz, zadanie pytań i wyłapanie słownictwa jest nieodzowne (może to zrobić zarówno nauczyciel jak i rodzic).

Poza filmem czy też książką polecam kilka darmowych ćwiczeń http://www.funfindsforfamilies.com/free-gruffalo-printable-activity-sheets/ (ja korzystałam z memory) oraz http://www.makinglearningfun.com/t.asp?b=m&t=http://www.makinglearningfun.com/Activities/Gruffalo/GruffaloSequenceCards.gif.

Książka, jak wspomniano na blogu Dolittle jest dostępna na stronie empik. Za filmem trzeba poszperać. Posiadam też Activity Book. W książeczce tej, ładnie wydanej, ale krótkiej poza naklejkami (raczej do indywidualnego niż grupowego wykorzystania) znajdziemy też różne zdania. Mnie najbardziej spodobała się krzyżówka, word search oraz szukanie różnic. Jeszcze z niej nie korzystałam, ale nie mogę się doczekać zajęć z Gruffalo w roli głównej. Wydaje mi się, że ćwiczenia te będą przydatne jako uzupełnienie zajęć.

gactivity

Najlepszy sposób na naukę angielskiego (dla ucznia)

Jak już wielokrotnie pisałam nauka angielskiego to nie tylko kurs językowy czy też książka z ćwiczeniami. Dziś znów powołam się na badanie szkoły Kaplan, by pokazać w jaki jeszcze sposób można uczyć się języka. Tym razem zapytano uczniów o to, jaki według nich jest najlepszy sposób na naukę angielskiego. 65% uczniów uważa, że najlepszą formą nauki jest wyjazd do anglojęzycznego kraju i nauka na kursie przeznaczonym dla cudzoziemców. Na drugiej pozycji (15%) – znalazło się podróżowanie po kraju anglojęzycznym. Kolejne – 8% uczęszczanie na zajęcia we własnym kraju, 5% samodzielna nauka, 4% nauka poprzez internet (kursy online).

A dokładniej w nauce pomagają im:

  • programy tv (82%),
  • muzyka (80%),
  • filmy (79%),
  • gry komputerowe (56%),
  • komiksy (55%).

Zdając sobie sprawę z tego, że poprzez granie na komputerze dziecko uczy się języka, rodzice w większym stopniu mogą akceptować granie w gry. Rodzic godzi się na granie na określonych przez siebie warunkach, m.in. w angielskiej wersji językowej. Zachęcałam też już do puszczania młodszym dzieciom bajek po angielsku a także dorosłych do oglądania seriali. Nie sądziłam jednak, że tak dużo wskazań otrzyma muzyka. Ale wynika to chyba z tego, że ja nigdy nie miałam hopla na punkcie jakiegoś zespołu czy też wykonawcy. Stąd niewielkie moje zainteresowanie muzyką (jako ucznia). Poniżej grafika i pełny obraz tego jakie formy nauki preferują uczniowie.

how to learn english

How to learn English via Kaplan Blog